Autorka: Partycja Kulawik

„W warunkach laboratoryjnych jad pszczoły miodnej niszczy 100 procent agresywnych komórek raka piersi w zaledwie 60 minut” – tego typu nagłówki regularnie pojawiają się w internecie, opatrzone sugestywnymi grafikami i wezwaniem do „czytania dalej”. Choć brzmią jak zapowiedź przełomu w onkologii, w rzeczywistości są przykładem tego, jak złożone badania naukowe bywają redukowane do uproszczonych, a momentami wprowadzających w błąd komunikatów.
Źródłem tych doniesień są rzeczywiste badania naukowe opublikowane w czasopiśmie Nature Precision Oncology w 2020 roku[1]. Naukowcy badali działanie melityny – głównego peptydu zawartego w jadzie europejskich pszczół miodnych – na linie komórkowe raka piersi hodowane w warunkach laboratoryjnych. W eksperymentach wykazano, że melityna może znacząco obniżać żywotność komórek niektórych agresywnych podtypów raka piersi, w tym raka potrójnie ujemnego oraz HER2-dodatniego.
Zaobserwowany efekt wiązano m.in. z uszkadzaniem błon komórkowych przez melitynę oraz zaburzaniem sygnałów odpowiedzialnych za wzrost i podziały komórek nowotworowych. Z punktu widzenia biologii komórki są to wyniki interesujące, jednak odnoszą się wyłącznie do warunków laboratoryjnych i nie stanowią dowodu skuteczności terapeutycznej u ludzi.
Badania, o których mowa, miały charakter in vitro, czyli były prowadzone na izolowanych komórkach w laboratorium, a nie na organizmach żywych, nie mówiąc już o pacjentach. To fundamentalna różnica. W warunkach laboratoryjnych wiele substancji wykazuje zdolność do zabijania komórek nowotworowych – włącznie z takimi, które w organizmie człowieka byłyby skrajnie toksyczne. Sam fakt, że dana substancja niszczy komórki raka w szalce Petriego, nie oznacza, że może stać się bezpiecznym i skutecznym lekiem.
Melityna nie jest wyjątkiem. Działa ona w sposób nieselektywny, uszkadzając błony komórkowe jako takie, co oznacza, że w organizmie człowieka oddziaływałaby również na zdrowe komórki. Co więcej, jad pszczeli jest silnym alergenem. Nawet niewielkie jego ilości mogą wywołać ciężką reakcję anafilaktyczną, stanowiąc bezpośrednie zagrożenie życia. Te ograniczenia są dobrze znane naukowcom i stanowią jedną z głównych barier dla potencjalnych zastosowań terapeutycznych.
Co istotne, również autorzy badań podkreślali, że uzyskane wyniki nie oznaczają możliwości leczenia raka jadem pszczelim u ludzi. Zwracali uwagę, że ewentualne wykorzystanie melityny wymagałoby długotrwałych badań nad jej modyfikacją, precyzyjnym dostarczaniem do komórek nowotworowych oraz bezpieczeństwem stosowania. Innymi słowy, mówimy o wczesnym etapie badań podstawowych, a nie o gotowej terapii.
Ten kontekst bardzo często znika w uproszczonych przekazach medialnych. Informacja o „obniżaniu żywotności komórek raka w liniach komórkowych” zostaje zastąpiona sugestią przełomu lub „naturalnego leku, który niszczy raka”. Takie skróty myślowe są nie tylko nieprecyzyjne, ale mogą być realnie szkodliwe, zwłaszcza dla osób chorych, które szukają alternatywy dla trudnego i obciążającego leczenia onkologicznego.
Współczesna onkologia nie ignoruje potencjału nowych substancji, także pochodzenia naturalnego. Wiele skutecznych leków wywodzi się z toksyn, roślin czy mikroorganizmów. Różnica polega na tym, że zanim trafią one do pacjentów, przechodzą wieloletni, rygorystyczny proces badań klinicznych. Jad pszczeli i melityna znajdują się na samym początku tej drogi – w obszarze badań eksperymentalnych, a nie terapii.
[1] https://www.nature.com/articles/s41698-020-00129-0

Български
Polski
English (UK)
Ελληνικά
Magyar
Italiano
Français
No responses yet